O nich można już zapomnieć

W efekcie takiej „nie pracy”, bez żadnego programu i celu widzieliśmy jak nasza rodzina się rozpada. Nie mieliśmy też wglądu w sesje, podczas których psychologowie pracowali indywidualnie z chłopcami.

Rozmowy w domu z chłopcami nie przynosiły żadnych rezultatów. Żyliśmy, jak dwie obce rodziny. Jedna patologiczna. Nic dziwnego, że nie byliśmy w stanie znieść stresu jaki wywoływała na nas ta sytuacja i coraz bardziej aroganckie zachowanie nastolatków.

Po około roku bezowocnej „nie pracy” z psychologami wojewódzkiego ośrodka adopcyjnego, podjęliśmy decyzję o oddaniu chłopców. W związku z tym, że ten proces nie jest „zapielęgnowany”, nie otrzymaliśmy żadnego wsparcia ze strony ośrodka adopcyjnego. Zostaliśmy zmuszeni do podjęcia decyzji o porzuceniu dzieci. Nie widząc lepszego wyjścia z sytuacji pozostawiliśmy chłopców we wspomnianym ośrodku adopcyjnym, pod opieką psychologów, z którymi pracowali.
I wtedy o nas rodzicach adopcyjnych zapomniano…

Nasz komentarz
Nie zależnie od tego jak nas oceniasz i podjęta przez nas decyzję o rozwiązaniu, musisz zgodzić się z jednym. Wtedy byliśmy ludźmi, którzy potrzebowali pomocy. Pomocy, której nam nie udzielono. Nie zadzwonił żaden telefon z żadnej instytucji, z pytaniem: „Co z Wami?”, „Jak się Państwo trzymacie w tej sytuacji?”, „Czy nie potrzebujecie pomocy?”. Psychologowie …

Później już tylko otrzymywaliśmy pisma z informacjami o obciążeniach, wezwania na kolejne rozprawy sądowe. I tu stawiamy kolejne trudne pytanie: Czy psychologowi wolno porzucić pacjenta, którym również są rodzice adopcyjni?

Choć z mojego punktu to był trzeci moment, w którym psychologowie wielkopolskiego ośrodka adopcyjnego powinni byli zapracować na swoją pensję. Pierwszy był kiedy pierwszy raz zgłosiliśmy się z dziećmi po pomoc, drugi, kiedy podjęliśmy drugą próbę odbudowy rodziny i odmówili nam pomocy.

← →