Jak wygląda oddanie dzieci w polskich warunkach? Jak to jest oddać dziecko, które wychowywało się przez 10lat? Ilu rodziców adopcyjnych doprowadzono do stanu anabiozy, nie udzielając im pomocy? Ilu rodziców adopcyjnych zmuszonych jest żyć z alkoholikami, narkomanami, czy przestępcami pod jednym dachem? Czy nie powinni otrzymać pomocy?
Oddanie dziecka jest proste. Zaraz po tym, jak tylko wcześniej wyrwiesz sobie serce… – bo na wypadek, gdybyś nie zauważył też rodzice adopcyjni też są ludźmi. Wrażliwymi ludźmi, którzy zdecydowali się kiedyś pomóc innym, a teraz sami zostali pozbawieni pomocy.
Nie ma żadnej procedury rozwiązania adopcji w sposób godny. Godny dla rodziców i humanitarny dla dzieci. To jest nie moralne, w sytuacji kiedy każdego roku trudom adopcji nie jest w stanie sprostać kilkadziesiąt rodzin adopcyjnych. Brak procedur rozwiązywania adopcji to rażące zaniedbanie ośrodków adopcyjnych!
Jak wygląda oddanie dzieci w polskich warunkach?
Wchodzimy do ośrodka adopcyjnego, prosimy o chwilę rozmowy, wchodzimy do pokoju psychologa.
Dzieci zostają w poczekalni, gdzie informujemy, że nie dajemy rady i pozostawiamy dzieci. Tu i teraz. Nerwy puszczają nie jesteśmy w stanie wydusić słowa. Wychodzimy przy protestach psychologa. „Ale to nie miejsce… Nie możecie…”
Niewyobrażalnym wysiłkiem podchodzę, zapłakany do chłopców. Ostatni uścisk dłoni. Mówię „Powodzenia, wszystkiego dowiecie się od psychologa.” Wychodzimy. Pełna trauma! Tak nie może to wyglądać!
Psychologom adopcyjnym nie wolno doprowadzać do sytuacji, w której rodzice adopcyjni w traumie zostają zmuszeni do porzucają dzieci. To musi być przygotowany proces. Psycholożki adopcyjne miały ostatnie kilka miesięcy, z roku pracy, kiedy było widać, że rodzina się rozpadła, by przygotować i przeprowadzić ten proces w humanitarny sposób. Ale takiego procesu nie ma. Pytaliśmy o niego dwa miesiące wcześniej! Jak to zrobić?
Wychodzimy z ośrodka adopcyjnego, jesteśmy dokładnie w takim stanie, w jakim ludzie podejmują decyzje o odkręceniu gazu, czy skaczą z mostu. Nikt nas nie zatrzymuje.
Przecież od kilku miesięcy było fizycznie widać, że byliśmy w stanie rozpadu, na który nakładały się: nerwica spowodowana zachowaniem nastolatków oraz depresja wywołana poczuciem rozpadu rodziny. Potwierdzają to słowa innej psycholożki trzy miesiące wcześniej, która powiedziała: „Przecież na pierwszy rzut oka widać, że jesteście Państwo zajechani.” i w diagnozie FAS dopisała: „Udzielić pomocy opiekunom.”
Zadajemy pytania: Kto miał tej pomocy udzielić? W jaki sposób to pojedyncze zdanie napisane na kartce papieru przez psycholożkę z naukowym tytułem doktora miało zmienić się w realną pomoc? I dlaczego psycholożki adopcyjne nie dostrzegały stanu w jakim wtedy byliśmy? A może wygodniej było nie widzieć? Dlaczego pomoc dla rodziców adopcyjnych w Polsce nie istnieje? I kto za to odpowiada w Polsce i w ośrodku adopcyjnym do którego trafiliśmy?
Obciążenie wywołane zachowaniem dwójki nastolatków dążących do stylu życia swoich biologicznych rodziców jest ogromne. Wywołuje stres, bezradność, strach, a w konsekwencji depresję i nerwicę, wymagających końcowo leczenia farmakologicznego. Tak często dla rodziców adopcyjnych kończy się wymarzona adopcja.
To, co w wielu przypadkach fundują adoptowane dzieci rodzicom adopcyjnym jest nie do opisania i trudne do zrozumienia, a z pewnością nie do udźwignięcia bez odpowiedniej pomocy medycznej i terapeutycznej.
Czy ktokolwiek może pomyśleć, że pięćdziesięciolatkowie, którzy dziesięć lat swojego życia oddali dzieciom, którym poświęcali kilkanaście godzin pracy dziennie, wracają do domu radosnym krokiem podśpiewując: „Trala, la, la pozbyliśmy się problemu”? To zadziwiająca postawa. Tym bardziej, że reprezentowana przez część psychologów, kształtujących tym samym poglądy części społeczeństwa na temat problemów rodzin adopcyjnych. Postawa mająca tylko jeden cel, uznanie rodziców adopcyjnych winnymi i zatuszowanie problemu braku pomocy rodzicom adopcyjnym.
Rzeczywistość adopcyjna to często zderzanie się z patologią pod własnym dachem. Patologią ujawniającą się w okresie dorastania. „To normalne, że dzieci otrzymują jedynki i uwagi” – słyszę od odpedagożki lokalnej szkoły podstawowej – „Trzeba rozmawiać z dzieckiem. Omówić przyczynę.”
A ja zadaję pytanie ile razy dziennie? 3-4? Przez ile miesięcy? My dawaliśmy radę przez trzy. Takie bagatelizowanie sytuacji świadczy o głębokiej niewiedzy o problemach z jakimi mierzą się rodziny adopcyjne oraz braku zrozumienia sytuacji w jakiej znajdują się rodzice adopcyjni. Stanowią nieudolną próbę ich bagatelizowania i sprowadzania do poziomu problemów wychowawczych dzieci nie pochodzących ze środowiska patologicznego i nie obciążonych FAS.
„Musicie się Państwo trzymać.” – słyszymy od psycholożki ośrodka adopcyjnego. Teraz z perspektywy, pytam: Czego? Przecież przez rok pracy nie pojawił się żaden program pomocy dzieciom, ani nam rodzicom?
Z czasem dochodzi do sytuacji, w której zdajesz sobie sprawę, że, jeżeli jest dobrze, to znaczy, że jeszcze nie spłynęły negatywne informacje, np. ze szkoły. Jeszcze nie zadzwoniła policja. Obciążenie psychiczne narasta.
Znaleźliśmy się w sytuacji, w której dzieci zaczęły podporządkowywać nas swojemu stylowi życia, a właściwie to stylowi życia swoich biologicznych rodziców. Bez żadnego wpływu z naszej strony. Dla każdego psychicznie zdrowego człowieka, jest to emocjonalnie sytuacja nie do zniesienia. Podjęta decyzja o oddaniu dzieci, jest decyzją ratującą życie rodzicom adopcyjnym. Jest wyrazem bezradności wobec braku wpływu na podopiecznych, którzy odrzucają styl życia zgodny z normami społecznymi.
Alternatywą dla rodziców jest anabioza, popadnięcie w stan całkowitego podporządkowania się rozwijającej się patologii. Ilu rodziców adopcyjnych doprowadzono do takiego stanu nie udzielając im pomocy? Na to pytanie również mamy nadzieję wkrótce znaleźć odpowiedź.
Kuriozalnie decyzja o oddaniu dzieci jest również próbą ratowania ich w sytuacji, kiedy staje się jasne, że odrzucają rodzinę adopcyjną i utrzymywanie tego stanu będzie jedynie bierną zgodą na patrzenie na dalszą patologizację ich życia. To nie jest rozwiązanie.
Rozpad rodziny adopcyjnej to trauma dla wszystkich. Dla dzieci jak i dla rodziców. Przy czym, ci drudzy pozbawieni zaburzeń obszarów empatii, doświadczają tego zdecydowanie intensywniej. I w odróżnieniu od dzieci rozumieją długofalowe skutki zachodzących procesów. To brutalna prawda.
Zrobiliśmy to z niemocy, wobec postaw i zachowań tych, których kochaliśmy i braku pomocy zapewnionej w momencie, kiedy płacząc prosiliśmy o nią w ośrodku adopcyjnym. Dorośli ludzie o dużej odporności na stres przetestowanej w wielu dużych i trudnych projektach zawodowych, pokonani przez nastolatków. Ci wygrywając z rodzicami adopcyjnymi, przegrywają życie. Nie mając świadomości o co walczą. To skutek braku informacji zwrotnej dla nich od psychologów adopcyjnych. To prawdziwy dramat tej sytuacji.
Teraz po latach rozumiemy z czym się mierzyliśmy. Z ukrywaniem prawdziwej istoty problemu i nadal funkcjonującym w Polsce przerzucaniem problemów adopcyjnych na rodziców, mamionych wizją pomocy, której nie ma. Mierzyliśmy się z patologicznymi zachowaniami dzieci o tle genetycznym oraz zaburzeniami spowodowanymi FAS’em oraz arogancką postawą psychologów, która niszczyła te wytworzone drobiny więzi zaburzone przez RAD, które udało nam się przez lata zbudować. Mierzyliśmy się z polskim systemem adopcyjnym. Teraz to rozumiemy.
My nie adoptowaliśmy dzieci, by stały się naszym źródłem utrzymania. My adoptowaliśmy je dając im całą naszą miłość, którą później musieliśmy zgnieść, podeptać i pozostawić w ośrodku adopcyjnym.
Pozostałą nam wielka czarna dziura o średnicy 10 lat, w którą nie możemy spojrzeć, bo nawet piękne wspomnienia które tam mieszkają, zawsze przywołują te koszmarne z końca adopcji.
Czy aby na pewno potrafisz to zrozumieć? Potępiasz? A może myślisz, że byłbyś lepszym rodzicem adopcyjnym? Zawsze możesz adoptować. W pieczy zastępczej jest ponad 75 000 dzieci, na które jesteś obojętny. My przynajmniej próbowaliśmy.
Czy zastanowiłeś się nad tym dlaczego właściwie Ty nie adoptowałeś?…