Tu zaczyna się zadanie z treścią:
Całkowity koszt miesięczny funkcjonowania Domu Dziecka (przyjmijmy) = 150 000zł
Dzielimy przez 28 dzieci = 5 300 zł / dziecko.
Dochodzi 2-ka dzieci, co nie ma wpływu na całkowite koszty miesięcznie, bo luksusów w Domu Dziecka trudno szukać, a taka dodatkowa dwójka nie zje dużo, a dodatkowych wychowawców nikt dla nich nie zatrudni. Rehabilitacji też się z nimi nie prowadzi ale to już wiemy.
Koszt się nie zmienia 150 000 zł, dzielimy na 30 dzieci = 5 000 zł na dziecko miesięcznie.
PCPR obciąża rodziców adopcyjnych kwotą 10 000 zł, których oczywiście nie są w stanie płacić.
W zamian zgadza się na anulowanie tej kwoty za wpłacanie dobrowolnych alimentów. Powiedzmy 1 000 zł miesięcznie, które szczęśliwi rodzice, którzy uniknęli drogi do bankructwa chętnie płacą.
Mamy więc czysty przychód w wysokości 1 000zł miesięcznie.
Do tego na tę dwójkę od Państwa otrzymujemy 2 x 500+. Kolejny 1 000 zł miesięcznie.
A co z pozostałymi 9 000zł kosztów miesięcznych, które anulowaliśmy rodzicom adopcyjnym? Teraz to nie są już tylko koszty funkcjonowania placówki, lecz również pomoc udzielana rodzinie, z której wspaniałomyślny Starosta rękoma PCPR zdjął większość obowiązku alimentacyjnego (te 9 000zł/m-c).
Teraz zacznie się naprawdę trudna matematyka na poziomie szkoły podstawowej.
Ponownie obliczamy nasze koszty, które teraz spadają gdyż:
Od kosztu całkowitego 150 000 zł odejmujemy:
9 000 zł (pomocy rodzinie), które teraz możemy nazwać pomocą rodzinie,
1 000 zł (2×500+),
1 000 zł (dobrowolnych alimentów).
Teraz nasze koszty funkcjonowania Domu Dziecka spadają i wynoszą 139 000 zł.
Zaoszczędziliśmy 11 000 zł miesięcznie. W skali roku 132 000zł prawie jeden miesiąc funkcjonowania placówki.
A w tabelkach wygląda dużo lepiej. Już nie koszty mniejsze realnie o 2 000zł i 9 000zł pomocy. I to tylko na jednej rodzinie. Nasuwa się pytanie: Ile rodzin adopcyjnych potrzeba by koszty placówki spadły do zera, a za udzielanie pomocy rodziną przyznawać medale. Jak w PRL’u.
Przerażające jest pytania:
Ilu takich rodziców adopcyjnych jest w Polsce obecnie obciążanych / okradanych?
Kiedy w końcu doczekamy się realnej pomocy rodzicom adopcyjnym w sytuacji rozpadu rodziny adopcyjnej? Bo ta nią nie jest, chyba każdy myślący człowiek się z tym zgodzi.
To taki Polski sposób na obniżenie kosztów i udzielanie pomocy, czyli jak zrobić coś nie robiąc nic.
Pozostaje tylko dodać: „Łubu dubu, łubu dubu, (…) Niech żyje nam”. Może staropolskim zwyczajem, tym z lat 70-tych przyznamy sobie medal za działalność prospołeczną? Jak widać, ciągle nie udało nam się spalić barejowskiego „Misia naszych możliwości”.