Bycie dzieckiem adopcyjnym jest do bani

Dzieci trafiające do adopcji, mieszkające w domach dziecka nie są ani gorsze, ani inne. Wśród całej listy nękających ludzi chorób, część dotyka najważniejszego z naszych organów – mózgu, centralnego układu nerwowego. W przypadku większości dzieci adopcyjnych problemy, których doświadczają, mają swoje źródło w stanie chorobowym, który spowodowała osoba, która powinna była kochać je najbardziej na świecie – biologiczna matka. Zamiast miłości otrzymywały dawki alkoholu, narkotyków nie wyciągając ręki po kieliszek, a zamiast „garnca złota” – uszkodzenia mózgu.

Później instytucje, które są odpowiedzialne za ich diagnostykę i udzielenie im pomocy, nie realizują tego. A jako nastolatkowie nie otrzymują także prawdziwej informacji zwrotnej o przyczynach problemów, z którymi codziennie się mierzą są choroby FAS i RAD. Nikt nie mówi im, jakie te choroby mają skutki dla nich, jak się przed nimi chronić i jak z nimi żyć, by nie wrócić do nałogu, nałogu swojej biologicznej matki.

Byliśmy rodziną dla dwóch z nich przez 10lat. Kiedy teraz patrzę na aktualnie zamieszczane na portalach społecznościowych zdjęcia z butelką piwa lub papierosem w ręce, podpisane: „Wyjebane”, zastanawiam się czy mają świadomość, że idą droga wyznaczona im przez ich biologiczną matkę kilkanaście lat temu. Zastanawiam się, czy zachowywaliby się inaczej, gdyby od początku otrzymali diagnozę i rehabilitację, a później kiedy kilka lat temu zgłosiliśmy się po pomoc do ośrodka adopcyjnego, prawdziwą informację zwrotną dotyczącą przyczyn i skutków swojego postępowania.

W niektórych publikacjach dotyczących FAS, pojawia się stwierdzenie „nieuleczalna choroba”. Ja postrzegam ją jako niediagnozowaną i nie leczoną, co powoduje nie wykorzystannie procesu neuroplastyczności mózgu, który może wpływać na przebudowę jego struktury oraz regulację neuroprzekaźników. Nie wykorzystuje się również możliwości przeniesienia procesów myślowych, a zwłaszcza decyzyjnych do innego mniej uszkodzonego obszaru mózgu.

Leczenie i wczesna rehabilitacja daje szansę uchronić dziecko przed podążaniem drogą swoich biologicznych rodziców. Ale do tego niezbędna są spójne: diagnostyka, rehabilitacja, terapia oraz wsparcie lekarzy neurologów i psychiatrów.
Zamiast tego w Polsce rodzicom adopcyjnym ciągle, opowiada się ciągle „bajkę o jeżyku”.

Kiedy Dom Dziecka nie radzi sobie z wychowankiem, kieruje go do MOS’u, czy WOS’u. W przypadku chłopców, których oddaliśmy, czas ich pobytu w pierwszym Domu Dziecka, nie przekroczył roku, z drugiego, jeden z chłopców został skierowany do MOS’u po 6-ciu miesiącach. Drugiemu w akcie bezradności założono sprawę Sądową za kradzież lodów o wartości 20-złoty z lokalnego magazynku żywności, co zapewne również stanowi preludium do przeniesienia go do placówki o bardziej zaostrzonym rygorze i jest wynikiem bezradności wychowawczej placówki.
Tylko od rodziców adopcyjnych oczekuje się, że zniosą wszystko.

← →