Drugie podejście

Czy psycholog adopcyjny będący jednocześnie urzędnikiem państwowym może odmówić wsparcia procesu odbudowy rodziny adopcyjnej?

Do dzisiaj nie mogę zrozumieć, gdzie znaleźliśmy w sobie siłę, by podjąć decyzję o próbie odbudowy rodziny. Znajdując się pod skumulowanymi obciążeniami: wcześniejszą decyzją o oddaniu dzieci, brakiem wsparcia psychologów adopcyjnych ośrodka adopcyjnego, stygmatyzacją ze strony najbliższego otoczenia oraz rabowani przez PCPR.
A zaczęło się tak…
Po kilku miesiącach pobytu w Domu Dziecka, młodszy z chłopców – wtedy 14-latek, zaczął pisać do mnie na Messengerze. Początkowo nie wiedziałem, co mam o tym myśleć. Ale odpisywałem. Później przyłączył się 15-latek. Równocześnie zaczęli pisać do żony. Pisaliśmy więcej i więcej. Staliśmy się „Messengerową Rodziną”. Ten stan trwał kilka miesięcy.
Znaleźliśmy się w zupełnie nowej, absolutnie dla nas nie zrozumiałej sytuacji. Z jednej strony oddaliśmy chłopców, z drugiej było coraz więcej kontaktów między nimi a nami. Można było oszaleć.
Ponownie zgłosiliśmy się do wojewódzkiego ośrodka adopcyjnego. Poszliśmy tam z pytaniem: Jaką postawę mamy przyjąć? Co mamy robić? Jak się zachować? W świetle podjętej przez nas wcześniej decyzji, w obecnej sytuacji.
Spotkaliśmy się z dwiema psycholożkami z ośrodka adopcyjnego. Po krótkiej rozmowie usłyszeliśmy zdanie, które będę pamiętał do końca życia: „Państwo po traumie, dzieci po traumie – ja się nie podejmuję.” Doznaliśmy szoku. Ośrodek adopcyjny pokazał środkowy palec naszej rodzinie.
Po raz kolejny nasza rodzina została pozostawiona bez pomocy. Kolejny raz odmówiono pomocy nam rodzicom, ale przede wszystkim dzieciom, odbierając im szansę na odbudowę rodziny. Decyzją urzędnika, ale czy prawnie uzasadnioną?
A tym czasem, zbliżał się termin rozprawy o rozwiązanie przysposobienia, na której mieliśmy podtrzymać lub uchylić swoje stanowisko o jego rozwiązaniu. W aktach sprawy znajdowała się już zgoda kuratora chłopców na rozwiązanie przysposobienia, a my … pisaliśmy z chłopcami na Messengerze.
Podjęliśmy decyzję o spotkaniu. To była najdziwniejsza decyzja, którą podejmowaliśmy w życiu. Zanegowaliśmy i wrzuciliśmy do kosza, poprzednią naszą decyzję o oddaniu chłopców. Zastąpiliśmy ją nadzieją, że może pobyt w Domu Dziecka, pozwolił chłopcom zrozumieć o ile lepiej jest żyć w kochającej rodzinie, mieliśmy nadzieję, że znów nią będziemy.
Na pierwsze spotkanie pojechałem sam. Spotkanie po pół roku. Rozmawialiśmy przez bite dwie godziny, jakbyśmy poprzednio widzieli się wczoraj. To było niesamowite.
Później odwiedziła chłopców w Domu Dziecka żona. Tylko ja wiem ile kosztowała ją decyzja o tej wizycie. Zrobiła to dla nich. Zapytała chłopców, czy chcą jeszcze raz spróbować. Jeden zadeklarował, że chce drugi się wahał. O dziwo wahał się ten, który pierwszy zaczął pisać. Później dowiedzieliśmy się, że miał wizję nowego pokoju, w nowo budowanym Domu Dziecka. Dla dziecka z RAD to poważna alternatywa dla rodziny.
Pewnie jest też bardziej „placówkowy” niż „rodzinny”, jak określiła to jedna z psycholożek. Alternatywę RAD’ową zrozumie zaledwie kilku psychologów w kraju.
Później jeszcze kilka razy odwiedziliśmy chłopców w Domu Dziecka, urlopowaliśmy chłopców na weekendy. Były wakacje, bez obowiązków, bez konieczności pracy, nadszedł wrzesień, w którym uczniowie również niewiele robią nawet w szkole średnich, do których zostali „zapisani” przez wychowawców z Domu Dziecka.
W końcu zabraliśmy nastolatków do domu. Znów byliśmy rodziną. W tle toczyło się odwołanie od prowadzącej nas do bankructwa decyzji PCPR i sprawa sądowa o rozwiązanie przysposobienia. Pełni obaw, gdyż z jednej strony pamiętaliśmy brak wpływu wychowawczego i zachowanie chłopców, z drugiej mieliśmy nadzieję, że kilka miesięcy w domu dziecka, mogło zmienić ich punkt widzenia i pozwoliło dostrzec, różnicę między życiem w placówce – w Domu Dziecka, a w rodzinie. Ale przede wszystkich wzięliśmy za dobrą monetę solidne obietnice chłopców, że zmienią swoje postępowanie.
Po konsultacjach z prawnikiem – zawiesiliśmy postępowanie o rozwiązanie przysposobienia i wystąpiliśmy o urlopowanie chłopców. Na pół roku. Brak wsparcia prawnego ujmującego specyficzną sytuację rodziny adopcyjnej, to w Polsce ogromny problem dla rodziców adopcyjnych. Błąkanie się od jednego nierozumiejącego ich sytuacji prawnika do drugiego, kilkukrotne opowiadanie naszej historii. W polskim prawie nie ma żadnego wsparcia dla rodziców adopcyjnych. A przecież wiadomo, że adopcja wiąże się z ryzykiem, w dużej mierze nie zależnym od rodziców adopcyjnych.
Jeden z chłopców napisał wzruszający list do sądu, w którym min napisał:
„Zwracam się do Sądu o możliwość powrotu do mojego domu rodzinnego (…). Okres mojego pobytu w domu dziecka (…) sprawił, że zrozumiałem moje wcześniejsze błędy: mój nieodpowiedni sposób bycia, stosunek do rodziców.(…) Nie przypuszczałem, że moje zachowanie i brata doprowadzi do sytuacji, która zaistniała. (…) Chciałbym bardzo powrócić do domu i pokazać, że jednak potrafię być dobrym synem.(…). Wiem, że bez mojego wkładu i mojej wytężonej pracy nie osiągnę sukcesu. Chciałbym przysporzyć dużo satysfakcji i dumy moi rodzicom i sobie.”.
Nie tylko nam wycisnął łzy z oczu na sali rozpraw. Wierzyliśmy, że może być dobrze.
Kiedy zabieraliśmy chłopców z Domu Dziecka, każdy z nich deklarował: „Zrobię wszystko, by tu już nie wrócić”. Wrócili po dwóch miesiącach. Pomimo deklaracji. Nie funkcjonowali w rodzinie. Czy myślicie, że to ich wina? A może nasza?
Dopiero, po latach studiów nad tematem, zrozumiałem opisywane na tych stronach prawdziwe przyczyny ich zachowania, z którymi ani my, ani oni bez specjalistycznej pomocy nie mieliśmy szansy sobie poradzić. I nie pochodzą one z książek adopcyjnych lecz z literatury poruszającej głównie kwestie neurobiologii. Zmagaliśmy się z zaburzeniami neurorozwojowymi FAS oraz genetycznym wpływem patologii rodziców biologicznych.
Nasza opinia
Psychologowi, który jest jednocześnie urzędnikiem państwowym, nie wolno skreślić rodziny. W naszej opinii popełniono przestępstwo na rodzinie. Jakie idee przyświecały psycholożkom odmawiającym nam wsparcia? Nie dowiedzieliśmy się, pomimo, że złożyliśmy wnioski o informację o pracy i jej wynikach realizowanej w czasie półrocznego pobytu dzieci w Domu Dziecka. Psycholożki po raz kolejny udowodniły, że w Polsce nie istnieje system pomocy rodzinie adopcyjnej. Zadziwiające jest przyjęcie postawy przeciwko rodzicom adopcyjnym i pogrzebanie szansy na odbudowę rodziny adopcyjnej. Jakie teorie psychologiczne za nimi stoją? Zwracamy jednocześnie uwagę, że matkom biologicznym, alkoholiczkom daje się taką szansę, której pozbawia się rodzinę adopcyjną. To dyskryminacja.
Dom Dziecka, pomimo hasła „Pomagamy łączyć rodziny”, zupełnie nie realizuje tego programu. Ale pozwólcie, że pominę wątek Domów Dziecka i ich współpracy z OA. Dom Dziecka, przynajmniej nie przeszkadzał. To zdaje się zasługa dyrektora placówki. Wsparcie mogliśmy odczuć jedynie od wychowawców grup, w których chłopcy przebywali. Oni jedni kibicowali całej naszej czwórce i trzymali za nas kciuki.
A psycholog Domu Dziecka, jak to psycholog, gotowa była walczyć z nami przy okazji każdego spotkania. Jej nastawienie pokazała dobitnie jedna z ostatnich wypowiedzi: „A my myśleliśmy, że państwo robicie to dla pieniędzy” (chodziło o te 160 000zł obciążenia z PCPR). Wtedy dotarł do nas poziom niezrozumienia sytuacji i niekompetencji psycholożki, ale przede wszystkim jej ślepe zaufanie w wysnute przez siebie i koleżanki psychotezy.
Prowadzone konsultacje i przeczytane książki pozwoliły nam zrozumieć, że mamy do czynienia z FAS, dlatego zaczęliśmy od wykonania diagnostyki FAS i poszukiwania psychologa, z którym moglibyśmy pracować.

← →