Jak urzędnik może podjąć decyzję, którą rozpoczyna od słów: Na podstawie Ustawy o Pomocy Rodzinie (…)” i pisze dalej „obciążam Państwa kwotą 160 000 zł za bieżący rok.” i podpisuje to „W imieniu Starosty Powiatu (nazwę pominę)”. Czy moralne jest robienie tego w sytuacji rozpadu rodziny adopcyjnej? Czy umarzanie sztucznie wytworzonego długu można nazwać pomocą? Ile rodzin adopcyjnych tkwi w nieudanej adopcji tylko z powodu strachu przed kolosalnymi obciążeniami ze strony instytucji pomocy rodzinie? Kto odpowiada za kontrolę przepisów na szczeblu starostw i gmin? Ile rodzin tak okradziono przez ostatnie 30 lat? Jak długo będzie jeszcze trwało przerzucanie kosztów Państwa na rodziców adopcyjnych? Kiedy rozpoczną się wypłaty odszkodowań za bezkarne używanie błędnych przepisów? Jakie mechanizmy stosują Wojewodowie by chronić obywateli przed błędami urzędniczymi na niższych szczeblach?
Tak, czujemy się oszukani i pozostawieni przez psychologów adopcyjnych w ekstremalnie trudnej sytuacji życiowej. Na szczęście w Polsce istnieje jeszcze system opieki społecznej. Na szczeblu powiatowym reprezentowany przez Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie, w skrócie PCPR. Tu zawsze można liczyć na pomocną dłoń. Dłoń, która w tej traumatycznej sytuacji rozpadu rodziny adopcyjnej chwyci za nóż przepisów i w świetle prawa wbije go w plecy rodziców adopcyjnych. A następnie sięgnie do ich kieszeni tak głęboko, że doprowadzi ich do bankructwa, jakby ból, który przeżywają był niewystarczającym obciążeniem.
Minęło kilka miesięcy od momentu, kiedy pozostawiliśmy dzieci w ośrodku adopcyjnym, kiedy listonosz dostarcza nam kopertę, nadawcą jest lokalny PCPR. Biała koperta, w której, po adresie nadawcy, można by spodziewać się oferty pomocy dla rodziny, która właśnie się rozpadła. „Trochę zaspali” – pomyśleliśmy – „Ale lepiej późno niż wcale.” Nic bardziej mylnego.
W ramach „pomocy” PCPR, otrzymaliśmy obciążenie na kwotę 160 000 zł, za pierwszy rok pobytu dzieci w placówce. 16-cie tysięcy złoty miesięcznie. To dużo więcej niż wynoszą nasze miesięczne dochody. A to sprawdzono. Oznacza to, że za cztery lata pobytu dzieci do uzyskania pełnoletności, zapłacimy ponad pół miliona złotych. Jesteśmy w szoku. Kwota przekracza wartość naszego majątku. Kiedy czytamy podjętą przez PCPR decyzję administracyjną żona płacze. Jesteśmy doprowadzani do bankructwa, przez władze samorządowe państwa polskiego. W świetle gminnego bubla prawnego, przerzuca się na nas obciążenia państwa. Tak, bo właśnie do tego służy adopcja w Polsce.
Koszt funkcjonowania instytucji państwowej (Domu Dziecka), podzielono na liczbę wychowanków i w całości przerzucono na nas. Kwotę 2 x 8 000zł = 16 000 zł miesięcznie. To tak, jakbyście nagle otrzymali obciążenie za szkoły szpitale, komendy powiatowe i inne instytucje państwa. Szkopuł w tym, że wszyscy już za nie płacimy w podatkach. My również. Dlaczego więc rodziny adopcyjne zostają opodatkowane ponownie w sposób nieprawdopodobnie wysoki?
Od tego czasu widok listonosza wywołuje w nas stres i obawę, co Państwo Polskie zafundowało nam tym razem w kopercie, którą przynosi.
Zupełnie niezrozumiałe jest dla nas, jak urzędnik może podjąć decyzję, którą rozpoczyna od słów: Na podstawie Ustawy o Pomocy Rodzinie (…)” i pisze dalej „obciążam Państwa kwotą 160 000 zł za bieżący rok.” i podpisuje to „W imieniu Starosty Powiatu (nazwę pominę)”.
Nasz przypadek nie jest odosobniony. W telewizji TVN wystąpiła rodzina Olszewskich, która wobec bezsilności w zderzeniu z prawem szukała pomocy w mediach, bo również nie otrzymała jej w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie. Rodzinie Olszewskich dziękuję za wystąpienie w telewizji. Pozwoliło nam to zrozumieć, jak dyskryminowane i okradane są rodziny adopcyjne. W imię „Ustawy o Pomocy Rodzinie.”
Należy zadać kolejne trudne pytanie: Ile rodzin adopcyjnych tkwi w nieudanej adopcji tylko z powodu strachu przed kolosalnymi obciążeniami ze strony instytucji pomocy rodzinie?!
Zostajemy zmuszeni do odwołania się od decyzji i podjęcia walki prawnej w celu ochrony przed okradaniem. Koszt obsługi prawnej odwołania to 7 000 zł tysięcy złotych. Ile rodzin na to stać?
Sąd Administracyjny II Instancji uchyla decyzję PCPR i cofa ją do ponownego rozpatrzenia w PCPR ze słowami:
„Brak informacji (…) narusza wynikające z kodeksu postępowania administracyjnego zasady pogłębienia zaufania uczestników postępowania do władzy publicznej (…) oraz zasady należytego i wyczerpującego informowania stron o okolicznościach faktycznych i prawnych, które mogą mieć wpływ na ustalenie ich praw i obowiązków (…). To na organach [w tym przypadku PCPR] spoczywa obowiązek czuwania nad tym, by strony nie poniosły szkody z powodu nieznajomości prawa i w tym celu zobowiązane są udzielić im niezbędnych wskazówek i wyjaśnień.”
Finalnie pierwsza decyzja została umorzona. Nie zmienia to jednak faktu, że w ekstremalnie trudnej sytuacji życiowej, w której się znaleźliśmy zamiast pomocy, próbowano nas zwyczajnie okraść, a lokalne przepisy gminne nadal obowiązują i mogą zostać wykorzystane w przyszłości do okradania kolejnych rodzin, które znalazły się w trudnej sytuacji życiowej.
Tylko my wiemy, jakie obciążenie psychiczne to wywołano. Ale to nie koniec. Co roku wydawana jest decyzja o uruchamianiu postępowania administracyjnego dotyczącego obciążenia nas kosztami za kolejny rok pobytu dzieci w Domu Dziecka. Później podejmowana jest decyzja o umorzeniu. Każdego roku wywołuje to ogromne obciążenie psychiczne. W niewyobrażalnym stresie, czekamy na kolejną decyzję. Jaka zapadnie w tym roku? A co będzie w kolejnym roku? I w kolejnym? Wiem, czego nie będzie – pomocy. To wieloletnie tortury.
Nie sposób nie wspomnieć o działaniu na szczeblu gminy. Co roku dwie pracownice lokalnej gminnej placówki PCPR zwracają się do nas z pytaniem: Czy coś się u Państwa zmieniło? Czy zmieniliście zdanie i zdecydowaliście się znów przyjąć dzieci? – pytają co roku z uśmiechem na ustach. Żadnej pomocy.
Nasz komentarz:
Taka sytuacja ma miejsce, gdyż rozporządzenia na szczeblu Rad Gminnych, w których zasiadają ludzie o różnym wykształceniu, jednak z reguły nie prawniczym, wypaczają ustawę nadrzędną ustawę do której się odnoszą. I o ile w Ustawie jest mowa o odpłatności jednej rodziny w stosunku do drugiej na poziomie 1000 zł, co też jest błędem, ale małym. To Rozporządzenia Gminne uzależniają opłaty od progów dochodowych. Przy progu normalnie zarabiających, pracujących rodzicach, znajduje się błędny zapis o pełnej odpłatności za pobyt dzieci w placówce. To błąd legislacyjny Rady Gminy! Pozwala on przerzucać pełne koszty działania państwa na obywatela.
Na usta cisną się kolejne pytania: Panie i Panowie Wojewodowie, jak wygląda wasz nadzór nad Starostwami Powiatowymi wam podległymi? Czy zdajecie sobie sprawę z bezprawia uprawianego na niższych szczeblach? Jakie mechanizmy kontroli stosujecie by uchwycić bezprawie wobec obywateli? Jak procesowo chronicie obywateli?
Nie można nie zauważyć, że na poziomie powiatów, trudno mówić o zrozumieniu celu Ustawy o Pomocy Rodzinie i przełożeniu jej na rozporządzenia wydawane na przez Rady Gmin. Kto odpowiada za skutki prawne rozporządzeń wydawanych na szczeblu gminy?
Panie i Panowie Wojewodowie, czy od osób zajmujących kluczowe stanowiska we władzach Samorządach nie należy oczekiwać kontroli nad tworzonymi na szczeblu Gminy prawem i usuwania absurdalnych skutków jego działania.
Czy nie należy do Waszych obowiązków zmiana tego prawa, kiedy decyzje wydawane na jego podstawie, są absurdalne. Czy nie macie kontroli nad decyzjami wydawanymi na niższych szczeblach?
Przecież nawet człowiek z wykształceniem podstawowym zauważy, że podejmowana decyzja jest zła, a działanie Państwa Polskiego przypomina działanie zaborców i okupację urzędniczą obywateli. Czy Polacy mogą świętować Święto Niepodległości, kiedy w każdej chwili urzędnik państwa, może podjąć decyzję prowadzącą go do bankructwa. Czy obywatel w takim kraju może czuć się bezpieczny? Nasze poczucie bezpieczeństwa legło w gruzach.
„Bardzo Drodzy” Wojewodowie i Starostowie, w stosunku do rodzin adopcyjnych zrobiliście z instytucji pomocy rodzinie mechanizm represji, a z rodziców adopcyjnych dojne krowy, które doi się w momencie kiedy znajdują się dramatycznej sytuacji rozpadu rodziny, zamiast udzielania im pomocy. To jest przestępstwo. Zweryfikujcie proszę, ile rodzin adopcyjnych pod hasłem pomocy okradają podległe Wam instytucje, rozpoczynając swoje decyzje od pisma powołującego się na ustawę o pomocy rodzinie.
„Bardzo drodzy” Starostowie: Kiedy poprawicie bzdurne przepisy wymyślone na szczeblu gmin, za którymi bezmyślnie chowają się pracownicy PCPR’ów, wystawiając horrendalnie wysokie obciążenia. Kiedy oddacie pieniądze, które zagrabiliście rodzicom adopcyjnym, którym mieliście pomagać? Takim jak Olszewscy czy my. To Wasza praca i odpowiedzialność.
Kiedy kolejne dziecko trafia do domu dziecka, koszty placówki nie wzrastają o 8 000zł. Pominę cały wątek pseudo-kosztów, które są przekładane z jednego Starostwa do drugiego, z jednej kieszeni budżetowej do drugiej, tego samego worka budżetu Państwa. Taka zabawa na koszt obywatela. Do tego wywołująca w urzędnikach samorządów poczucie, że pomagają, bo przełożyli z jednej kieszeni podatnika do drugiej te nie małe kwoty. Ale to nie jest pomoc. Nie miejcie złudzeń.