W ciągu kilku miesięcy działania strony napisało do nas kilka osób, dziękujemy za każde dobre słowo podziękowania. Jest nam miło słyszeć, że strona dostarcza wartość edukacyjną w tym tak trudnym obszarze.
Każdorazowo zachęcamy do podzielenia się waszymi historiami z innymi, a szczególnie z rodzinami adopcyjnymi, które mogą powiedzieć: Nie zwariowaliśmy. Teraz rozumiemy przyczynę naszych niepowodzeń. Wiemy z maili, które do nas dotarły.
To, co jest dość zaskakujące, to kiedy zwracamy się o zgodę na publikację, w odpowiedzi czytamy: „Może później”, „Teraz jest zły moment” i takie tam syndromy prokrastynacji, a może strachu przed oceną.
Kiedyś usłyszeliśmy: „Nie mamy już siły przez to po raz kolejny przechodzić…” od małżonków, na których przerzucono całą winę za problemy ich adoptowanego dziecka.
W innym mailu znaleźliśmy informację, że pani psycholog ośrodka adopcyjnego przestała być miła, kiedy zaczęliśmy naciskać na wykonanie badania FAS, argumentując, że przecież to niepotrzebne, bo na pierwszy rzut oka widać, że dziecko jest zdrowe.
W kontekście tych historii, które nigdy nie ujrzały światła dziennego. tym cenniejsza jest ta, którą przysłało do nas małżeństwo psychologów, ludzi, którzy na co dzień zajmują się pomocą w szerokim wachlarzu problemów. Chylimy przed nimi czoła, za otwartość w dalszym poszukiwaniu wiedzy oraz podzielenie się swoją historią z innymi.
To trzecia, która została opublikowana. Pierwsza zapewne uratowała nam życie, to historia opisana przez Kaźmierza Flaka w książce „Nie podejmuj pochopnej adopcji”.
Zawsze zapewniamy anonimowość, usuwając nazwiska oraz zmieniając imiona.
Zapraszamy do podzielenia się Waszymi historiami, bo trzeba mówić, by coś zmienić.