Jaką pomoc powinno otrzymywać od pierwszego dnia dziecko trafiające pod opiekę Państwa?
Jakie badania należy wykonać? Jakiej rehabilitacji poddać? Jakie badania kontrolne prowadzić w kolejnych latach? I kto ma za to płacić? Czy należy te koszty przerzucać na rodziców adopcyjnych, zastępczych? Czy wiecie, że w pieczy zastępczej znajduje się obecnie ok 75 000 dzieci?
Nic dziwnego, że dzieci, trafiły do Pogotowia Rodzinnego. Miejcie, proszę duży szacunek dla ludzi, którzy je prowadzą, udostępniają swój dom dzieciom, które znalazły się w potrzebie, prowadząc Pogotowia Rodzinne. Często to tam dziecko pierwszy raz w swoim życiu przebywa w normalnych warunkach, gdzie zaspokojone są jego podstawowe potrzeby, choćby żywieniowe, gdzie nie doświadcza przemocy i gdzie jest traktowane jak człowiek. To niezapłacona praca. Powinna być szczególnie doceniana. Udostępnienie swojego domu dziecku, które w swoim krótkim życiu znalazło się nagle żebrząc na ulicy.
Z opowieści „cioci Dominiki”, wiem, że radiowóz zabrał kilkulatka z rynku miasteczka, kiedy ten jesienią żebrał o jedzenie dla siebie i młodszego o rok braciszka, w samych rajtuzach i sweterku. (Jak mieliśmy później okazję obserwować, przez całe swoje dziecięce życie dbał o młodszego braciszka, przy jedzeniu i zabawie, z niespotykaną cierpliwością i wyrozumiałością. Brawo Antoś! Nie koniecznie z wzajemnością. Prawda Kazik?)
W Pogotowiu Rodzinnym dzieci spędziły ponad rok, podczas, których udzielono im pomocy, otrzymały wspólne łóżko, bo Pogotowia Rodzinne też są przepełnione. Tam nauczono je, że nie muszą się już opychać jedzeniem na zapas, bo otrzymywały teraz regularne posiłki. Zabawki. Czystą odzież. Mokra pieluszka była teraz regularnie zmieniana. Z cierpliwością, lata dłużej niż w przeciętnej rodzinie.
Następnie chłopcy trafili do rodziny zastępczej, skąd wróciły do Pogotowia Rodzinnego. W dokumentacji napisano: „Dość szybko okazało się, że Pani (…), sprawująca podstawową opiekę nad dziećmi nie wywiązywała się ze swojej roli. W tamtym okresie cierpiała na stany depresyjne (…)” Nikt nie zapytał dlaczego? Czy dla tej rodziny też zabrakło pomocy? A może jest to kolejny przykład na przeniesienie winy za problemy medyczne dzieci na rodziców, w tym wypadku zastępczych.
Wracają do Pogotowia Rodzinnego, gdzie spędzają kolejne kilka miesięcy. W sumie są tam ponad rok, w tym jeden z chłopców trafia tam trzy razy.
Wtedy w ich życiu pojawiamy się my – rodzice adopcyjni. Ten widok siedzących na tapczanie w rajtuzach maluchów (3 i 4 latka), zostanie z nami do końca życia. Wtedy zobaczyliśmy ich pierwszy raz. Kilka spotkań, dzieci szybko przytulają się, szukają kontaktu, są radosne, śmiałe. Lody pękają, kiedy przy trzecim spotkaniu czterolatek, pyta, czy może jechać z nami i czy zostaniemy ich rodzicami. Sprawa jest przesądzona. Jesteśmy bez szans. Decyzja może być tylko jedna – Tak. Dzieci trafiają do nas w ciągu kilku tygodni. Później załatwimy formalności prawne.
Antoś zadaje jedno z pytań, które również zostanie z nami na zawsze: „A czy u was będę miał swoje łóżko? Bo Kazik w nocy się moczy i to nie jest fajne.” Takie jest marzenie czterolatka w przepełnionym Pogotowiu Rodzinnym.
Nasz komentarz
Pogotowia Rodzinne w Polsce nie mają zapewnionego żadnego wsparcia, dotyczącego diagnostyki FAS owej, które pozwoliłaby diagnozować dzieci i zapewnić im właściwą rehabilitację neurobiologiczną już na wczesnym etapie życia dziecka, kiedy jest to najważniejsze, bo im wcześniejsza pomoc, tym lepsze efekty. A jak to pokazuje praktyka, dziecko często spędza w Pogotowiu Rodzinnym, nie kilka dni, ale miesiące, lub jak w przypadku dzieci, które adoptowaliśmy, prawie rok. Z rehabilitacyjnego punktu widzenia – rok stracony. Choć nie należy pomijać pozytywnego wpływu i pracy włożonej przez rodzinę prowadzącą Pogotowie Rodzinne. To ogromnie trudna i mająca ogromny wpływ na przyszłość dziecka praca.
Teraz, wiemy dlaczego, otrzymaliśmy dzieci w ciągu 2 miesięcy, a nie czekaliśmy na nie latami. W dokumentach napisaliśmy: Dwójka dzieci, wiek 2 – 4 lata.
Trwające latami oczekiwanie na dzieci dotyczy jedynie noworodków. Kandydaci na rodziców adopcyjnych błędnie wierzą, że adoptując noworodka unikną wielu problemów, gdyż wmawia się im, że głównie wynikają one z traum wczesnego etapu życia. O FAS się wspomina, trochę jak o Okapi. Wszyscy wiedzą, że istnieje, ale większość nie ma pojęcia co to, a widzieli go nieliczni.
Z punktu widzenia dziecka, jego szanse na adopcje spadają z każdym rokiem. Wystarczy spojrzeć na wykres w Raporcie NIK z 2018-go. Ponad 60% noworodków trafia do adopcji. W Domach Dziecka pozostają te z widocznym na twarzy FAS’em i innymi zaburzeniami. I te ukryte za z tzw. nie uregulowaną sytuacją prawną, stanowiącą hańbę polskiego wymiaru sprawiedliwości. Zadajemy pytanie: Kto ma ją uregulować? Dlaczego ten proces trwa tak długo? Przecież dziecko nie trafiło pod opiekę Państwa, za dobre sprawowanie rodziców biologicznych. Dlaczego ciągle mają wpływ na jego życie?
Ale już tylko 15% dzieci w wieku 4-6 lat, trafia do adopcji, by po kilku latach dołączyć do grupy 25 000 dzieci w wieku 7 – 13 lat, których szanse na adopcję wynoszą zaledwie 3%, by po kolejnych kilku latach znaleźć się w grupie dzieci 14 – 17 lat, z szansą na adopcję poniżej 1,5%.
Dla tych dzieci jest to prawdziwy wyścig z czasem.
W naszej opinii działanie ośrodka adopcyjnego, to jak „zawijanie w te sreberka”. PR-owe opisy stanu zdrowia dziecka, to jak nadawanie kolejnych paczek, z napisem „Zwrotów nie przyjmujemy, dziecko to nie paczka”. Adoptowałeś – teraz to twój problem. Radź sobie sam rodzicu adopcyjny.
Stanowi to główny powód spadku adopcji starszych dzieci. Społeczeństwo przez lata obserwuje dramaty rodzin adopcyjnych i zauważyło, że bez pomocy szansa na udaną adopcję starszego dziecka jest niewielka. Nie wie tylko, że równie niewielka jest szansa na poprawny rozwój noworodka obciążonego FAS. Z tego powodu nikt już nie podejmuje ryzyka adopcji starszaka, bo prawda jest taka, że bez pomocy, diagnostyki medycznej i terapii, rodzic adopcyjny nie ma szansy poradzić sobie z problemami medycznymi dziecka adoptowanego.
Również rodziny posiadające już własne, biologiczne dzieci, nie podejmują się trudów samotnego zmagania się z biologicznymi problemami dzieci adopcyjnych. Na świecie starsze dzieci, często trafiają do adopcji do rodzin posiadających już dzieci. Nie w Polsce. Dziwicie się?
Wspomniana już teoria „adoptuję noworodka, bo nie doznał tych wszystkich traum” jest tylko częściowo prawdziwa. Tak naprawdę tuszuje fakt uszkodzeń alkoholowych mózgu dziecka oraz budowę wynikająca z genetyki rodziców. A przede wszystkim brak pomocy medycznej nie zapewnionej dziecku i brak wsparcia rodziców adopcyjnych podczas jego rehabilitacji.
Dziecko ma strukturę mózgu ukształtowaną genetycznie na wzór rodziców biologicznych, niestety często patologicznych oraz poziomy neuroprzekaźników zaburzone przez alkohol. Natomiast w Polsce rodzice adopcyjni słyszą później od psychologów o swojej nieudolności wychowawczej w stosunku do podopiecznych, „Przecież wychowywaliście państwo dziecko od noworodka – Macie co wychowaliście. Macie co stworzyliście” Brutalne kłamstwo, powtarzane w oczy rodzicom adopcyjnym pozostawionym bez pomocy.