Od momentu podjęcia dramatycznej decyzji o rozwiązaniu przysposobienia, do tego momentu, w ciągu ok. 2 lat ponieśliśmy koszty w wysokości kilkudziesięciu tysięcy złoty na wsparcie prawne procesów sądowych i uchylanie decyzji administracyjnych. Czy myślicie, że każdą rodzinę na to stać? Wpłaciliśmy też kilkanaście tysięcy złotych dobrowolnych alimentów, które przepadły.
Z konta dzieci w domu dziecka zniknęło blisko 30 tysięcy złoty, na które składały się 500+ wpłacane przez Państwo oraz nasze dobrowolne alimenty. Zwróciliśmy się do Sądu o weryfikację tej kwestii, niestety zostało to pominięte w toku sprawy. Przecież koszty pochłaniane przez ośrodki adopcyjne to 13 000 zł miesięcznie na dziecko, a w domach dziecka od 4 000 – 8 500 zł miesięcznie. Dlaczego więc jeszcze okrada się podopiecznych?
Dodatkowo co roku czekamy na decyzję o obciążeniu administracyjnym z PCPR. Czy ktoś zdaje sobie sprawę z tego, jak to jest żyć z roku na rok, czekając, zastanawiając się, czy w kolejnym roku nie zostaniemy doprowadzeni do bankructwa? Pod presją ogromnego stresu. Zamiast pomocy.
I ciągle tkwimy w nierozwiązanej adopcji. Taki jest los rodziny adopcyjnej w Polsce.
Czy wystarczającym wyrokiem nie jest życie do śmierci z piętnem decyzji jaką podjęliśmy? Dlaczego każda kolejna instytucja w tym kraju czuje się zobowiązana do karania rodziców adopcyjnych. Trudno nie odnieść wrażenia, że to ciągle Polska Piastów.