Nadawca: Maria
Temat: Nasza Adopcja
Witam serdecznie,
Cieszę się, że trafiłam na Państwa stronę. Wiele, wiele rzeczy, o których czytam z wypiekami na twarzy pasuje do zachowań moich adoptowanych córek. Jak dobrze Państwa trud i emocje rozumiem. Jak bardzo podczas ostatnich dwudziestu lat wychowywania moich dzieci czuliśmy się osamotnieni, niezrozumiani wśród rzeszy specjalistów, pedagogów, psychologów, wśród osób mających nam pomóc. Jest to temat na sporych rozmiarów książkę.
Dwadzieścia lat temu o FAS, RAD nie było nawet wzmianki w naszym Ośrodku Adopcyjnym. My jako młodzi 26 letni ludzie pozostaliśmy pozostawieniu sami sobie z śliczną ale obciążoną FAS czteromiesięczną dziewczynką. Szkoła to był koszmar i tylko zaangażowanie i pomoc moich rodziców sprawiły że moja starsza Córka w ubiegłym roku zdała maturę. To tak jakby skończyła Oxford. Tyle pracy naszej i córki by pokonać ograniczenia zaowocowało zakończeniem etapu edukacji. Młodsza córka – jej biologiczna siostra, którą znamy od trzeciego dnia jej życia a mieszka z nami od szóstego tygodnia, mimo iż nie tak bardzo obciążona z trudem radzi sobie z pierwszą klasą liceum.
Kochamy dziewczynki ponad życie i niczego nie żałujemy, jednak inaczej wyglądało by to wszystko, gdyby na naszej drodze stanęły kompetentne osoby, chcące nam pomóc, a nie tylko widzące problemy w nas, jako nieudolnych rodzicach.
Ja być może uniknęłabym wieloletniej depresji i szukania pomocy dla dzieci po omacku i z marnym skutkiem. Ani Ośrodek Adopcyjny, ani szkoła, ani wizyty u psychologa nie spełniły pokładanych w nich nadziei na pomoc, zrozumienie i wsparcie.
Nadal jest ciężko każdego dnia ale wiedząc z czym się mierzymy inaczej patrzymy na dziewczynki.
Gdy sześć lat temu urodził się nasz synek zrozumiałam, że to nie ja jestem nieudolna wychowawczo, nie ja i mąż ponosimy winę za zachowanie i niepowodzenia szkolne i społeczne dziewczynek, że to wszystko mogło od początku inaczej wyglądać, gdybyśmy mieli wiedzę i wsparcie.
Oczywiście popełniliśmy i pewnie nadal popełniamy błędy, nasza historia nadal się toczy. Każde z moich dzieci kocham najbardziej na świecie spoglądam w przyszłość z nadzieją. Gdyby nie wiara w Boga i wsparcie mojej rodziny (część rodziny odwróciła się od nas dwadzieścia lat temu z powodu decyzji o adopcji) oraz dbanie o to by rozwijać się zawodowo pewnie nie raz załamałabym się.
Serdecznie Państwa pozdrawiam i dziękuję, że Podzielili się Państwo Waszą historią. Dzięki niej wielu przyszłych rodziców, którzy trafi na tą stronę będzie miało większą wiedzę, bo….sama miłość nie wystarczy.
Maria
Nasz komentarz:
Ile jeszcze dzieci i rodziców adopcyjnych zostanie spalonych na stosie zabobonów adopcyjnych.
Jak zwykle ludzie ludziom zgotowali ten los. W imię czego?
Cieszymy się, że kolejne rodziny decydują się pisać. Wystarczy kilka zdań, ale powtarzanych tysiące razy, bo trzeba mówić by coś zmienić. To my dziękujemy za podzielenie się Waszą historią i trzymamy kciuki za całą Waszą Rodzinę.