Poniższa historia jasno pokazuje, że nawet rodzice o wysokich kompetencjach terapeutycznych otwarci na pracę własną i pracę z dzieckiem, aktywnie szukający pomocy pozostają bezradni wobec genetyczno – medycznej choroby dziecka. Należy pamiętać, że rodzice adopcyjni często kierowani są na terapie rodzinne, które są oderwane od wspomnianego kontekstu genetyczno-medycznego i niestety nie mają szansy zadziałać. Z tego powodu ta historia jest bardzo ważna.
„Dzień dobry,
piszę, gdyż chciałam wyrazić Państwu wdzięczność, że podjęli się opisania Państwa historii oraz wiedzą na temat adopcji z tej Prawdziwej a nie najeżonej przelukrowaniem strony …
Bardzo Państwa podziwiam za drogę jaką Państwo przeszli, ile trudu Was to wszystko kosztowało… Mogę sobie tylko wyobrazić … Tym bardziej, że mieli Państwo ich dwóch…
Jedno jest według mnie pewne- zrobiliście Państwo ogromny krok w stronę ukazywania adopcyjnej rzeczywistości takiej jaka jest. .. Chylę czoła i czuję ogromną wdzięczność, uznanie i bardzo się z Państwem solidaryzuję i znacznie mi lepiej, ze wraz z mężem nie jesteśmy sami w podobnych doświadczeniach… Jest nas więcej….
Od 8 lat jesteśmy wraz z mężem rodziną adopcyjną dla Magdy. Aktualnie ma zdiagnozowane RAD- Rozhamowane nawiązywanie relacji społecznych oraz w trakcie diagnozy FAS.
To co przeszliśmy i w sumie nadal przechodzimy określam jako piekło, tyranię… W domu nie wyobrażalnie negatywne zachowania dziecka zaś na zewnątrz lub w obecności innej osoby anielska autoprezentacja…
Za obcą osobą idzie za byle chrupkę, o nas opowiada nieprawdziwe lub mega zmanipulowane historie… Manipulowanie opinią publiczną to jej mamy wrażenie zabawa…. Jakby karmiła się złem…
Przeszliśmy również przez donos na nas jako na rodziców do szkoły, oglądanie nas przez Pomoc Społeczną, że np. rzekomo wypuszczamy ją o 5 rano do sklepu lub nie dajemy jej jedzenia… gdy ona tymczasem jedzeniem się zapychała tak długo aż wymiotowała…. ech… mogłabym książkę napisać o tym wszystkim przez co przeszliśmy…
Wraz z mężem od początku byliśmy w terapii własnej bo winę braliśmy na siebie….
Jednak żadne metody nie działają… Oboje z mężem sami jesteśmy terapeutami lecz nie znaleźliśmy dotąd sposobów aby dogodzić temu dziecku…
Dzięki wiedzy do jakiej sami dochodzimy, teraz również dzięki Pana artykułom dowiadujemy się coraz więcej….
Aktualnie córka przebywa w MOS. Umieściliśmy ją tam bo nie dawaliśmy już rady zaś niektórzy z najbliższej rodziny patrzą na nas jak na dziwaków, bo to przecież taka „grzeczna dziewczynka…” a my przeżywamy w domu z nią piekło. Rozważaliśmy też rozwiązanie adopcji, mamy świadomość, że umieszczenie dziecka w MOS to rozwiązanie tymczasowe…. póki co jest nieco lepiej… trafiliśmy na ludzi, którzy będąc z Magdą dłużej zaczynają nas rozumieć….
Dzięki temu coraz mniej obawiam się już powiedzieć, że wewnętrznie byliśmy wręcz sterroryzowani działaniami córki i taka była od samego początku… a trafiła do nas mając 3 lata. Jesteśmy jej trzecimi opiekunami. Od pierwszych minut pokochała nas a my ją. Teraz wiemy, że to jest właśnie objaw zaburzeń więzi.
Ośrodek adopcyjny nic nam nie powiedział o takim zaburzeniu, ani na szkoleniu ani w całym procesie adopcyjnym, ani o RAD, ani o FAS… Do wszystkiego sami dochodzimy zbierając mozolnie wiedzę… Teraz dopiero zaczynamy rozumieć, ze zarówno otoczenie jak i my od początku powinniśmy mieć wiedzę taką jaką teraz posiadamy na temat sposobów oddziaływań na dziecko zarówno my jak i rodzina, znajomi…. I że miłość tu nie wystarczy… Piszę tu zarówno jako mama adopcyjna jak i jako psycholog… Miłość tu nie wystarczy… Potrzeba specjalistycznej, rzetelnej i świadomej wiedzy…
Cieszę się, że macie Państwo odwagę się nią dzielić…
Myślę, że nas- rodziców adopcyjnych „pozamykanych w domach” z dziećmi z RAD jest więcej, przeżywając swoje RADowe czy FaSowe dramaty, jakby poza społeczeństwem, które jest sfokusowane na rzekomym „dobru dziecka”, które w przypadku tych dzieci nabierają zupełnie innego znaczenia, jak choćby poszukiwanie przez dziecko kontaktu np. z pedagogiem szkolnym które staje się w konsekwencji nie pomocą dla dziecka a jego alternatywą, sposobem na odrzucenie rodziców, tworzenia tym samym błędnego kola dopaminergicznego, o którym wspominał Pan w artykule. ..
Myślę, ze przekazywanie, upublicznianie wiedzy na ten temat jest niezwykle ważne dla przyszłych rodzin adopcyjnych, zastępczych by miały świadomość z jakimi problemami będą się mierzyć…My tego nie wiedzieliśmy….
Pozdrawiam serdecznie, trzymam za Państwa kciuki..”
My również trzymamy kciuki za całą Waszą rodzinę. Mamy nadzieję, że za kilka lat napiszecie, że Wam się udało i jeżeli choć w niewielkim stopniu przyczyni się do tego nasza strona, to było warto poświęcić lata na jej napisanie.